Bakewell

, Agnieszka

Była to nasza kolejna wycieczka do Parku Narodowego Peak District, tym razem za cel obraliśmy małą mieścinę Bakewell. Zabawna część wycieczki zaczęła sie już zaraz przy wyjeździe z domu, można powiedzieć że tego dnia wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazywały, hmm odradzały wyjazd, niestety z powodu naszego lenistwa start rozpoczeliśmy z dwugodzinnym opóźnieniem, opóźnienie te wydawało się mało ważne gdyż wyjeżdżajac z domu dojazd miał zająć nam jakąś godzinkę więc plan był dotrzeć do Bakewell przed południem, trasa upływała szybko, kilometry na nawigacji topniały z każdą minutą, aż w końcu "pan hołek" nasz GPSowy towarzysz podróży wyglosił magiczną kwestię zostało 11 km 10 min do celu. No niestety 10 min przekształciło się w 2 godziny stania w gigantycznym korku przez kolejne 5 km!!!! to były barrrrdzo długie dwie godziny, niesamowicie wlecze sie czas gdy ma się świadomość że cel jest juz tak blisko, koniec konców dotarliśmy na miejsce, w informacji turystycznej zaopatrzyliśmy sie w mapkę okolicy z proponowanymi pięcioma trasami wędrówek, po szybkiej analizie uznaliśmy że wybieramy niestety najkrótszą, bo czasu neiwiele już na spacerki nam nie zostało.

trasa jak większość innych zaczynała się od wejścia komuś na podwórko, w sumie na pole, hmmm nie, to było raczej pastwisko, powitała nas wolnopasąca się owieczka, a dalej trasa wiodła przez kolejne pastwiska, witały nas kolejno kurczaki, konie, owce, krowy i tak na przemian. Z wzgórza w dół i pod górkę na wzgórze, dokokoła rozpościerały się przepiękne widoczki. I tak jak znależliśmy sie w kolejnym dołku, i zaczeliśmy sie wspinać na wieszchołku zobaczyliśmy czekającą  (na nas???) parę. Kurcze dlaczego oni czekają? Dlaczego nie idą dalej? Tylko patrzą na te stado krów, które jest za ogrodzeniem. gdy dołaćzyliśmy sie do nich równocześnie dostaliśmy odpowiedź na wcześniejsze pytania. Okazało się że dalszy ciąg ścieżki prowadzi właśnie przez pole gdzie stało i "gapiło się na nas" stado 30 krów!!!! Para anglików poddała się i zawróciła spowrotem, ale my , oj nie my nie zawrócimy. Nie po to staliśmy 2 godziny w korku gighancie żeby zawracać. Zrobiliśmy "włam na pole obok", tzn. przeskoczyliśmy przez bramę, która była zamknięta na cztery spusty. gdy przeszliśmy na drugi koniec pola, po kostki urzęzliśmy w błocie, okazało sie że tam że oby dwa pola sa ze sobą połączone i te krowy, któe zabarykadowały nam przejście z jednej strony swobodnie mogly by nam wyjść na spotkanie przy opuszczaniu tego drugiego nielegalnie przez nas przekracanego. ale miałam stracha wyobrażajac sobie że uciekam przed stadem rozzłoszczonych krów!!! A mój chłopak miał dużo radości z mojego strachu. Z całego tego zamieszania pomyliły nam się drogi, i skręciliśmy jedną drogę za wcześnie, nieświadomie skracając sobie trasę o połowę i tak już z krótkiej trasy. w każdym bądź razie z pastwisk dotarliśmy do skrzyżowania, tamtędy wzdłuż drogi doszliśmy do zabytkowego mostu i młyna, a stamtąd podjeliśmy decyzję o powrocie do samochodu, bo niestety zmierz nas już gonił i ściemniało się bardzo szybko. Jednak połowę drogi powrotnej szliśmy zgodnie z wytyczyną trasą doliną rzeki. I tam po raz kolejny nie wierzyłam własnym oczomo, przemkneliśmy na sam koniec po pastwisku gdzie pasły się lamy!!!!! naszczęście nei były nami zainteresowane. Wycieczka pełna emocji i zabawnych chwil, mimo że nie udała się tak jak zaplanowaliśmy wspominam ją z uśmiechem.

, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
, Agnieszka
Komentarze 1
2012-01-08
Moje inne podróże

Komentarze

Zostaw swój komentarz


10 styczeń 2012 13:44

Fajnie, ale trochę malutko do obejrzenia. Mimo wszystko dziękuję i pozdrawiam.

Zwiedzone atrakcje

Bakewell

Zaczarowane Podróże - dawniej podroze.polskieszlaki.pl
Copyright 2005-2024